Polskie dzieci mają ogromne problemy z… mówieniem

W polskich szkołach zdarzają się klasy, w których nawet połowa dzieci wymaga stałej opieki logopedycznej. Chodzi o takie podstawy jak wymawianie “R”. A mówimy o tym nieprzypadkowo, bo dzisiaj Europejski Dzień Logopedy.

Jest coraz gorzej – mówi reporterowi RMF FM Krzysztofowi Kotowi Anna Iskra, logopeda pracująca z dziećmi przedszkolnymi i w kilku lubelskich podstawówkach. Podkreśla, że o ile u przedszkolaków pewne rzeczy można w prosty i szybki sposób skorygować, o tyle w przypadku uczniów klas 5-6 pojawiają się problemy. Pracuję z 5-6-klasistami, którzy nie wymawiają “R”. Powinni mieć to opanowane w wieku 6-7 lat. To ewidentne zaniedbanie rodziców – mówi Iskra.

Po pierwsze niechlujstwo…

Rodzice pozwalają dzieciom mówić szybko. Sami również mówią do nich szybko, niewyraźnie, nie wymawiając dobrze samogłosek, posługując się skrótami. Skąd więc dzieci mają czerpać dobre wzorce? To rodzic jest pierwszym wzorcem.

Rodzic powinien również jak najszybciej przestać karmić dziecko butelką. Dziecko musi żuć, gryźć, lizać – żeby już od niemowlaka aparat mowy był sprawny. Zabawa w naśladowanie konika, parskanie – to również są proste sposoby na uchronienie dzieci przed wadami wymowy. Proste, ale zaniedbywane przez rodziców.

“Samo się naprawi”

Samo się nie naprawi – mówi logopeda Anna Iskra, obalając powszechne przekonanie, że dzieci mogą “wyrosnąć” z wad wymowy. Rodzice często wychodzą bowiem z założenia, że kiedyś nie było logopedów, a dzieci i tak mówiły dobrze. To prawda, tyle że teraz dzieci mniej czytają, zwłaszcza na głos. Rozmowy z rodzicami czy rówieśnikami zastępują komputer i telewizja. A im później zacznie się pracować nad wadami wymowy, tym trudniej je wyeliminować. Mowa w wieku kilkunastu lat jest już utrwalona. Złe nawyki również. Do tego dzieci na co dzień stykają się z niechlujstwem językowym. Nie mają motywacji, by mówić poprawnie, bo wszyscy mówią źle.

 

Krzysztof Kot